czwartek, 15 listopada 2012

Czy warto?

 Nie o tym miałam tak naprawdę dzisiaj pisać, post miał być wesoły i z dużą liczbą zdjęć. Ale zanim zabrałam się za jego tworzenie zajrzałam na forum dla aupair i w oczy rzuciło mi się kilka wypowiedzi, które można podsumować tak: "rodzina jest okropna, hości źle mnie traktują, ale dzieci mnie pokochały i nie mogę ich zostawić".

"Czekaj, czekaj! Weź mnie na rączki!"

Na kilkanaście tygodni, miesięcy, czasem rok czy nawet dwa młoda dziewczyna tuż po maturze, albo już studentka, staje się opiekunką, nianią, starszą siostrą, nauczycielką, matką, kucharką i najbliższą osobą dla czyjegoś dziecka. Przez kilkadziesiąt godzin tygodniowo zastępuje zapracowanych rodziców, albo też rodziców, którzy wolą zapłacić obcej osobie niż spędzać czas z własnymi dziećmi. Niektóre matki otwarcie przyznają, że nie lubią swoich dzieci i bardzo się cieszą z możliwości zrzucenia obowiązku opieki nad nimi na kogoś innego.

"Chodźmy na huśtawki! No chodźmy, proszę!"

Zawsze żal mi dzieci, którymi się opiekuję aupairki. Dla dziewczyn to tylko praca na kilkanaście tygodni, ale dzieci przez ten czas przyzwyczajają się do przebywania z nimi, zaczynają traktować aupairkę jak dobrą ciocię, mówią, że ją kochają. I to nie własnej matce, ale jej przynoszą kwiatki czy laurki. To do niej przybiegają z płaczem gdy się uderzą, po drodze wymijając matkę. Żal mi dzieciaków, bo wiem, że co rok będą przyzwyczajać się do nowej aupairki i co rok będą tęsknić za kolejną, która je zostawiła. I w ten sposób dziecko od maleńkości uczy się, że w życiu nic nie jest stałe, a za pieniądze można kupić opiekę i czułość. Zdarza się później, że dziecko, którym opiekuje się już trzecia, piąta, dziesiąta z kolei aupair mówi do niej: "Nie chcę się z Tobą bawić, nie ufam Ci, przecież i tak mnie zaraz zostawisz i pojedziesz do domu".
Rodzice wybierają nową aupair, bo chcą urozmaicenia, nowej osoby w domu, bo poprzednia poprosiła o podwyżkę, bo nie chciała sprzątać ich ubikacji, bo była za ładna, bo za słabo mówiła po angielsku, bo nie chciała robić nadgodzin za darmo, bo rozgotowywała ziemniaki... A nawet rok po tym jak tamta "zła" odeszła, dzieci pytają jej następczynię, kiedy tamta przyjedzie, dlaczego nie chce do nich przyjechać, czy były niegrzeczne. I obiecują, że teraz już będą dobra, tylko niech ona wróci, niech ona ich nie zostawia. Mówią, że tamta im się śni i tęsknią za nią. Ale dla rodziców się to nie liczy, przecież ważniejsze to zaoszczędzić kilka groszy, bo nowa nie prosi, żeby jej kupić jogurt, albo podwieźć na dworzec.

"Zbudujesz ze mną zamek? Tata miał mi pomóc, ale on nie ma znowu czasu."

Czasem rodzice próbują zmiękczyć serce zimnej i chciwej dziewczyny. "Jak to chcesz podwyżkę? Jak to nie chcesz pracować 50 godzin tygodniowo? To mówisz, że nie przyjedziesz w te wakacje? Ale jak możesz  to robić naszym dzieciom! One Cię tak bardzo kochają i tęsknią za Tobą. I cały czas pytają kiedy przyjedziesz, bo chcą znowu chodzić na plac zabaw i bawić się z Tobą." I niektóre dziewczyny się łamią, obwiniają się, zarzucają sobie samolubność, bo czym jest kilka euro wobec stęsknionych dzieci, które je pokochały? Przecież w zeszłe wakacje wcale nie było aż tak źle u tej rodziny, dzieciaki były kochane, na pewno mogę znowu pojechać, na pewno dam radę... Zapominają jak cieszyły się wracając do kraju i jak przysięgały sobie by więcej się na to nie godzić. Zapominają o pustej lodówce, o hostach, którzy traktowali je z góry, o niskim kieszonkowym i brzydkim pokoju. Wracają do bycia aupair, a po tygodniu są już nieszczęśliwe i płaczą w poduszkę. A czy dziecko możesz być szczęśliwe gdy opiekuje się nim osoba, która marzy o powrocie, odlicza dni dzielące ją od końca kontraktu i nienawidzi jego matki?

"To Twoje kosmetyki? Mogę zobaczyć? Mama nigdy nie pozwala mi dotykać jej szminki."

Czy warto tak się angażować uczuciowo będąc aupair? Warto inwestować tak wiele w relację, której trwanie jest ograniczone datą na bilecie, pieczątką w paszporcie, jednym zdaniem w kontrakcie?

Opiekowałam się dzieciaczkami ze zdjęć, ale opisy sytuacji przywołanych w tekście nie dotyczą ich.

2 komentarze:

  1. bardzo ładny tekst, aż się dziwię, że nie ma komentarzy...

    OdpowiedzUsuń