Plaże w Vigo
Niedługo po przyjeździe do Vigo poszłam na spacer w drugą stronę miasta.
Wcześniej w necie sprawdziłam jak dojść do plaży i wreszcie tam
dotarłam. Przyznam, że się rozczarowałam. Vigo leży nad zatoką na
oceanie i ma się wrażenie, że cały czas jest się nad jakimś małym,
śmierdzącym jeziorkiem.Plaża miejska w Vigo
Woda jest bardzo zimna, podobno tej bałtyckiej tylko bardziej słona. Przy brzegu rośnie pełno wodorostów, które oblepiają nogi i do tego strasznie śmierdzą. Przy odpływie odsłaniają się skałki, całe oblepione czarnymi szczeżujami i cuchną niemiłosiernie. Jedynym plusem jest śliczny, biały piasek, pełen dziwnych srebrnych płatków, które sprawiają, że gdy jest mokry wygląda zupełnie jak ciekłe srebro.
Plaża w Vigo-Samil
Plaża jest bardzo długa, ciągnie się aż do Cannido, które ciężko powiedzieć czy jest już wioską za miastem czy jego obrzeżami.
Najpiękniejsza
część Vigo, wręcz stworzona do tego by leżeć, spacerować, pływać,
odpoczywać. Niestety do Samil w jedną stronę szło się i to szybkim
tempem ponad 1,5 h.
Pływanie w Vigo wymaga dużo samozaparcia, woda jest przeraźliwie zimna, okropnie słona, a do tego jest pełno wodorostów. Ale mnie, prawdziwej maniaczki, nic nie odrzucało. Narażałam się najwyżej na podejrzliwe spojrzenia gdy było zimno (ok. 25 stopni, czyli dla Hiszpanów - Antarktyda), a ja jako jedyna szłam pływać.
Plaże w Santander
Główna plaża miejska - odpływ. Do tej części wybrzeża miałam bardzo blisko, spacerkiem jakieś 10 minut. Za to jak szłam z dzieciakami to krótka trasa zamieniała się w czerwony szlak górski. Na środku zdjęcia rozrzucone zabawki moich host-dzieciaków.Skałki przy samej plaży, a w tle wyspa Magdaleny.
Tak przejrzystej wody nie widziałam jeszcze nigdzie.
Plaża na wyspie Magdaleny. Moje ulubione miejsce do pływania. Po tej stronie wybrzeża fale nie były tak silne i pływy też jakby mniej wyczuwalne.
Prom wycieczkowy, kursujący Anglia-Hiszpania.
Ośrodek wypoczynkowy na wyspie Magdaleny
Widok na plażę miejską
W Santander spędziłam dwa tygodnie i każdego dnia byłam nad wodą. Pogoda okazała się zbyt piękną by nie korzystać. Woda w morzu dużo czystsza i cieplejsza niż w Vigo zdecydowanie zachęcała do pływania. Lazuru oceanu w Santander nigdy nie zapomnę.
Plaże w Viveiro
Piasek był po prostu srebrzysty, niesamowicie drobniutki i mienił się jak najprawdziwsze srebrno. Niestety mokry miał brzydką tendencję do stawania się czarnym, lepkim błotem. A gdy tylko miał szansę przyschnąć na skórze, jego zmywanie stawało się koszmarem.Port i plaża miejska w Viveiro.
Przy dużej wysepce zawsze zawracałam, dalej popłynąć już się bałam.
Całe Viveiro to niewielkie, stare centrum, bardzo długa plaża wzdłuż której stoją może po dwa rzędy domów. Po za wylegiwaniem się na piasku nie ma kompletnie co robić. W dwie godziny można obejść całe miasteczko, które choć urocze, nie oferuje zbyt wiele. Za to na pewno urzeka wąziutkimi uliczkami.



































